Tester przewodów
Mówiąc o aparaturze pomiarowej używanej podczas wykonywania instalacji niejako automatycznie myśli się o wszelakiej maści mierniki poziomu sygnału czy jego analizatory. Zazwyczaj nie pamięta się o fajnych małych gadżetach, które uprzyjemniają zasadniczo wykonywaną pracę oraz powodują, że popełnia się mniej błędów przy niej.
Jednym z takich przyrządów, który jest strasznie użytecznym gadżetem jest tester przewodów. Już tłumaczę o co chodzi. Projektując instalacje układa się setki metrów kabli. Na niektórych odcinkach kable są układane w ilości większej niż jeden. Taka sytuacja występuje na przykład w instalacjach multiswitchowych, na odcinku od anten do multiswitcha. Zazwyczaj na takim odcinku występuje pięć lub dziewięć kabli. Kable te zazwyczaj układa się za jednym razem. Najpierw jeden kabel układa się testowo, tak aby było wiadomo jakiej długości mają być pozostałe, a następnie na wzór i podobieństwo tnie się pozostałe odcinki kabli. Wszystko jest zawsze fajnie, ale należy za każdym razem pamiętać o tym, żeby opisywać poszczególne końcówki kabli (po obu stronach) bo w przeciwnym razie, jeśli nie posiada się fajnego analizatora sygnału nie najszybsze jest dojście do tego, który kabel odpowiada za którą polaryzację. A czy można inaczej? Pewnie, że można. Istnieje cały szereg różnych metod identyfikacji kabli. Najprostszą z nich przedstawię.
Pierwszy lepszy kabel RG-6, którego specyfikacja wpadła mi w rękę cechował się rezystancją mniejszą niż 20Ω/km. Jest to bardzo mała wielkość. Szczególnie jeśli weźmie pod uwagę się to, że zazwyczaj odcinki kabli mają znacznie mniej niż 100m. Czyli w rzeczywistości rezystancja poszczególnych odcinków kabla jest rzędu omów. Fakt ten można wykorzystać przy identyfikacji kabli. Wystarczy wykonać wtyczki F, w których umieszczone są rezystory o oporze będącym wielokrotnością 1kΩ. W takim przypadku mierząc rezystancję poszczególnych kabli można przyjąć, że wartość całkowitego oporu zaokrąglonych do pełnych kiloomów to numer kabla. Brzmi to może trochę ciężko, ale po pierwszym pomiarze wszystko staje się proste.
Metoda ta pomimo tego, że jest bardzo prosta i daje niezłe wyniki jest jeden problem. Ciężko lutuje się rezystory do wtyczek F. Właściwie to najprościej jest je wykonać za pomocą wtyku F do wlutowywania.
Ale po co wykonywać samemu ciężką robotę skoro już ktoś ją zrobił. Na rynku dostępne są w nie aż tak wysokiej cenie testery okablowania JDSU CX200.
Pomiar jest prosty. Na końcu kabla wpinamy Fkę w odpowiednim kolorze. Podłączenie testera do kabla z Fką testową skutkuje zapaleniem się konkretnej diody sygnalizującej. Dodatkowo tester jest w stanie określić czy badany przewód jest na przerwie czy zwarciu. Ograniczeniem urządzenia jest to, że nie może on być stosowany do identyfikacji kabli, w które są wpięte wzmacniacze sygnału, transformatory, dzielniki sygnału bez przejścia stałoprądowego.
Nie mniej są czasami sytuacje, gdy niewygodnie jest używać takiego testera. Sytuacja taka występuje w momencie gdy kabel nie jest zakończony jakąkolwiek wtyczką z jednej strony, np. załóżmy, że zakładamy najpierw gniazdo końcowe a następnie nadmiar kabla zwijamy na motek. Tanie gniazda abonenckie są wredne i powinny moim zdaniem być wycofane z rynku na rzecz gniazd zbudowanych na Fkach zarówno po stronie wejścia jak i wyjścia z gniazda. Wredność ta polega na tym, że zdarzają się przypadki przywarć gniazd abonenckich. Wredne uszkodzenie, gdyż niewygodnie się te gniazda montuje jak i demontuje. Dlatego prewencyjnie, w przypadku gniazd TV/SAT można wpiąć w tor SAT rezystor zakończeniowy 75Ω i na końcu motka kabla badać można rezystancję odcinka kabla. Jeśli jest ona w okolicach 80Ω oznacza to, że wszystko jest OK. Technicznie najprościej taki pomiar wykonuje się poprzez wpięcie przewodów pomiarowych multimetru w koniec kabla na motku. W tym momencie mamy już drugie niezbędne urządzenie pomiarowe po miernikach/analizatorach – multimetr. Jest nieoceniony i niedoceniony. Ważne by był odpowiedniej klasy – tani syf mierzy tylko stopień głupoty użytkownika, który wierzy w rzetelność wskazań miernika…
Mierniki, testery i co jeszcze? W kontekście czynności związanych z pomiarem kabli zostaje jeszcze opisywany na blogu wcześniej reflektometr sygnału oraz urządzenie rodem z sieci teletechnicznych, czyli identyfikator par kablowych. Idea tego drugiego urządzenia jest prosta. Urządzenie takie składa się z dwóch części: generatora oraz detektora sygnału. Generator podłącza się pod badany kabel, a detektor zbliżając do badanego kabla wydaje z siebie ton. Co to umożliwia? Na przykład śledzenie tras przebiegu kabla pod tynkiem, czy bezinwazyjną identyfikację konkretnego kabla w gąszczu innych kabli. Wymóg jest jeden: urządzenie to musi być markowe.
Tanie identyfikatory generują oprócz konkretnego tonu stado harmonicznych i podobnych, a detektory nie są do końca dopracowane, skutkuje to tym, że czasami indukujące się sygnały w innych kablach są rozpoznawane przez detektor jako sygnały użyteczne. Istnieją specjalne identyfikatory par przeznaczone do identyfikacji kabli koncentrycznych. Produkuje je firma TEMPO.
Pokazane urządzenia stanowią tylko niewielką część z gadżetów, które w sposób znaczący umilają życie, przyspieszają pracę i pomagają uniknąć stada problemów. Tak więc czy warto w nie inwestować? Pewnie, że warto – nie inwestując w siebie ani w osprzęt po prostu stoi się w miejscu…


